Wiosna jesienią i dyniowy deser dla Grace.


Dziś na blogu gość specjalny :) Zaprosiłam do nas Grace mieszkającą na południu Australii. Łączą nas pasje-podróżowanie i utrwalanie na fotografii tego co przyciąga naszą uwagę. Grace jest częstym gościem na naszym blogu i bardzo chciałam, żeby pokazała nam to co teraz u niej się dzieje...a dzieje się właśnie wiosna :)
Przyznam, że kiedyś uważałam, że ta ciągła zmiana pór roku jest strasznie męcząca. Trzeba mieć różne ubrania, śledzić pogodę żeby aura nas nie zaskoczyła, zmagać się  z bólem głowy z powodu zmian ciśnienia itp. itd. Kiedy jednak zaczęłam coraz częściej odwiedzać strefę tropikalną gdzie "czasem słońce, czasem deszcz" aczkolwiek zawsze tak samo gorąco...bardzo doceniłam tę zmienność. Teraz uwielbiam rytm pór roku....oczekiwanie na zmianę i cieszenie się każda chwilą, bo wszystko jest wokół ulotne i zmienne. Dziś więc relacja z tej zmienności na antypodach naszego świata. Niezwykłe jest to, że kiedy u nas natura wydaje z siebie ostatnie tchnienie życia...u Grace w południowej Australii właśnie w pełni ożywa...wszystko przez ten ziemski obrót ;) Zanim jednak przeczytamy i obejrzymy co dzieje się w Australii...zapraszam na deser :)


Dyniowy crème brûlée dla Grace


Składniki na 6 porcji :

5 żółtek
5 czubatych łyżek cukru pudru
600g śmietany kremówki
6 łyżek przecieru z dyni
2 ziarenka ziela angielskiego
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 starta fasolka tonki ( można zastąpić wanilią)
drobny cukier do skarmelizowania skorupki

Upiekłam dynię w piekarniku. W tym celu pokroiłam dynię na kawałki. Wybrałam odmianę Hokkaido. Bardzo ja lubię, bo nie trzeba obierać skórki, dynia ma zwarty, mączysty i wyrazisty w smaku miąższ.


Pokrojone kawałki pozbawione wnętrza nitek miąższu i pestek wrzuciłam do miski. Skropiłam olejem o delikatnym smaku (może być rzepakowy, ryżowy czy z pestek winogron). Ułożyłam na pergaminie i piekłam w temperaturze 200 stopni przez 20 min. Po upieczeniu zmiksowałam miąższ na puree.
Śmietankę wlałam do rondla, dodałam do niej przyprawy. Wcześniej roztarłam ziarenka ziela w moździerzu na gładki proszek. Na drobnej tarce starłam tonkę i gałkę. Całość wymieszałam i podgrzałam do momentu, kiedy na brzegach naczynia zaczęły pojawiać się pęcherzyki (śmietanka ma być gorąca, ale nie trzeba jej gotować ).
Utarłam żółtka z cukrem pudrem na gęstą, bardzo jasną masę. Dodałam do tego puree z dyni i cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką rózgową)  dodałam gorącą śmietankę. Całość na koniec przecedziłam przez sito  i rozlałam do ramikinów. Wstawiłam je do płaskiego naczynia, podlałam ramekiny gorącą wodą do ok. połowy naczyń i piekłam 40 min. w temperaturze 150 stopni. Po ostudzeniu (ok.2-3 godz.) posypałam drobnym cukrem i skarmelizowałam palnikiem.
A teraz mogę zrobić to co lubię najbardziej ;) rozbić skorupkę łyżeczką , SMACZNEGO :)

Przepis dołączam do Festiwalu Dyni Bei  :)


Grace-ten deser jest dla Ciebie :) Dziękuję za  wiosenny list. Jest pięknie napisany i zilustrowany. Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie i mam nadzieję, że jeszcze zechcesz w przyszłości coś napisać i pokazać nam z Australii :)


***


Witaj Małgosiu

Dochodzą mnie wieści z kraju, że polska jesień wyciągnęła paletę z zanadrza i macza pędzel w złocie, czerwieniach i brązach. Świat nasz OGROMNY w swym pięknie i różnorodności.

U Ciebie dostojna, złota jesień, u mnie wiosna szaleje, spójrz proszę...

W Południowej Australii kalendarzowa wiosna zaczyna się 1 września i trwa do końca listopada. Ale ta prawdziwa zaczyna się dużo wcześniej, jeszcze zima - w sierpniu ...gwałtownie wybucha i jeszcze szybciej przemija.

Ten magiczny czas trwa krótko, często nie trzy, przypisane kalendarzem miesiące, ale zaledwie kilka tygodni. Przyroda mieni się barwami, wszystko kwitnie na raz, jakby w amoku, jakby spiesząc się przed nieuchronnym żarem lata. Wystarczy kilka gorących dni, gdy wiatr przygna wysoką temperaturę z centrum kontynentu i kalendarzowa wiosna zamienia się w …lato.

Wiem, że zazwyczaj Australia kojarzy się z czerwoną, wypaloną ziemią, upałem i oczywiście kangurami:) I jest to do pewnego stopnia prawda. Centrum kontynentu, daleka subtropikalna Północ  tak, ale w Południowej Australii, można odróżnić pory roku.

Chociaż wiem, że dla przebywającego tu chwilowo wędrowca, może to być trudne zadanie.

Najtrwalej zapadają w nas pierwsze wrażenia. Pamiętam, gdy lata temu, wylądowałam na tym kontynencie - też przywitała mnie wiosna. Wszystko było tak inne. Pełne nieznanych barw, zapachów. Okazałe "szczotki do mycia butelek" zwisały kiściami z buttle brush tree, kwitły - tak odmienne od znanych mi drzew – eukaliptusy. Wrzeszczały, ukryte wśród ich gałęzi, kolorowe papugi. Przyroda kipiała, skrzyła się, szalała. Zaskoczyła mnie zupełnie, nie takiej Australii się spodziewałam. Teraz, po wielu już wiosnach, nauczyłam się dostrzegać oznaki zmieniających się pór roku, cieszyć się ich rożnorodnością.

Wiosna. Wreszcie nasycona zimowymi deszczami ziemia, kilka cieplejszych dni i przyroda budzi się do życia. Pierwsza oznaka to kwitnące jeszcze zimą migdałowce, później przydomowe ogrody mienią się barwami anemonów, irysów, żonkili - roślinami, które znamy z Europy.

Ale wystarczy opuścić stolicę stanu - Adelaide, by doświadczyć tej prawdziwej australijskiej wiosny.

Zapraszam Cię na krótką wycieczkę po Fleurieu Peninsula, byś mogła porównać wrześniowe obrazy północnej i południowej półkuli. Zacznijmy jednak po kolei:)
Kwitnące drzewa migdałowe to niechybna oznaka, że zima już się kończy.


  
 Protea, kończy żywot tuż pod koniec zimy.


Banksja kwitnie właściwie cały rok, sąsiadują na gałęziach krzewu już suche i swieże kwiaty.


Większość eukaliptusów kwitnie zimą, gdy dostatek wody, ta odmiana wybiera wiosnę.


Po eukaliptusach kwitnących latem, o tej porze roku pozostają zielone, zdrewniałe dzwonki.


Cieszą oczy kwiaty bottle brush tree.


Tyle, zostanie z nich po przekwitnięciu.


Ciężko przejść obojętnie osiedlowymi uliczkami, wisteria przyciąga zapachem.

   
W moim ogrodzie też mnoży się gronami, a wszystko trwa tydzień, dwa i płatki wyścielają dróżkę.


 Za płotem u sąsiada, kwitnie drzewo z rodziny bananowców.


Kwiaty ma bardzo podobne do strelicji, tyle że dużo większe i białe. Ich nektar to przysmak ptaków.


Stary cottage w Second Valley (galeria lokalnej sztuki) też ustroiła wisteria. Tu wiosna dociera później, na południu stanu chłodniej niż w mieście.


  Spieszą się wiosną zwierzęta
  
  
To czas, gdy torbę kangurzycy opuści wyrośnięty potomek, ustępując miejsca maleństwu, nie większemu niż okruszek.
 
Papugi szykują w dziuplach eukaliptusów gniazda, trzeba się spieszyć, pora obfitości nie trwa długo.


Zielenią się pagórki Fleurieu Peninsula.

 
 Owce mogą najeść się do syta...

 
Dni robią się coraz dłuższe, coraz dłużej słońce wisi nad horyzontem.

 Kwitną australijskie trawy przydrożne.

 
Ziemne zbiorniki na farmach wypełnione po brzegi deszczówką.

 A wiosenne burze ciągle hojnie nawadniają ziemię.

 
   To czas, gdy na podmokłych terenach tysiącami bieleją dzikie kalie.

 Opanowały leśne parowy.

Przez kilka pierwszych tygodni wiosny, zaborczo biorą we władanie, każdy podmokły skrawek ziemi.

Ściółka leśna zamienia się w ogród.

I jeszcze raz, te charakterystyczne dla australijskich krajobrazów trawy.
 Trwają dzielnie przez cały rok, ale drobnym kwieciem obsypują tylko na wiosnę.

Wiosna magiczna pora, nawet wiatraki wyglądają dostojniej ;)

  Tak dla porównania – chcę Ci pokazać to samo miejsce w kolorach lata.
Pozdrawiam z Australii dla Ciebie, Piotra i wszystkich zaglądających do  akacjowego bloga :)
***
Grace...dziękuję za pokazanie australijskiej wiosny z południa kontynentu. Roślinność i zwierzęta są niezwykle egzotyczne. Życzę Ci żeby radość z oglądania rozkwitu przyrody trwała jak najdłużej :)
Przygotowałam trochę zdjęć naszej jesieni :) Szczególnie dziś był piękny poranek. Pomarańczowe, bardzo ciepłe światło z samego rana nie zdarza się już zbyt często. Wszystko wtedy nabiera niezwykle ciepłych barw.
Wzięłam więc aparat i ruszyłam nad morze :) Powietrze było jeszcze nieco zamglone i wilgoć unosiła się w powietrzu.
Molo w Gdyni-Orłowie było całe pokryte białym szronem.
Zresztą nie tylko ono, w cieniu gdzie nie dotarły jeszcze promienie słońca panował przymrozek.
Mewy chętnie przysiadają na molo, żeby wygrzać się po chłodach nocy.
Przyglądają się przechodniom z uwagą ;)
Ławki o tej porze są puste,
nawet te z widokiem na morze.
A jest na co patrzeć, bo przy jesiennej szacie nabrzeża morze przybiera inne barwy :)
Czasem warto się temu dokładniej przyjrzeć ;D
Cieszmy się ferią jesiennym barw bo teraz są soczyste, jaskrawe i niebawem stracą swój urok.
Wtedy pozostaną nagie gałęzie i kraczące wrony, które ja bardzo lubię obserwować :)
Różnorodność świata to jego największa zaleta :)

Komentarze

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Dziękuję Grace. Pięknie piszesz i przecudne zdjęcia. Serdecznie pozdrawiam.
    Małgosiu, Piotrze. I Wam przeogromne wielkie dziękuję za przedstawienie wspaniałego gościa. Za przecudne, klimatyczne zdjęcia .
    D Z I E K U J E

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu-dziękujemy za komentarz i odwiedziny. Cieszymy się , że post Ci się spodobał :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  2. M i P, ale macie korespondenta! Zazdraszczam pozytywnie. Piękny list z Australii, interesujący i zdjęcia ...bajkowe. Te kwiaty szczotkowe i kwiaty bananowców. Las usiany kaliami, tak jak u nas zawilcami, chyba przyśni mi się w nocy.No i te okazałe trawy. Inny świat.
    Małgosiu, piękna cukrowa szyba na deserze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Mam nadzieje , że Grace jeszcze u nas cos pokaże :) a szyba...owszem ;D buziaki

      Usuń
  3. Cudne zdjęcia - i z egzotycznej, przynajmniej dla mnie, Australii, i z naszej jesiennej półkuli :)
    A dyniowy creme brulee mam zamiar niedługo przygotować. Strasznie mnie ciekawi jego smak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gin...nie pożałujesz...jest warte zrobienia :) pozdrawiamy i dziękujemy za odwiedziny :)

      Usuń
  4. Malgosiu, bardzo dziekuje za deser. Wszelakie dania dyniowe naleza do moich ulubionych. Teraz do tych smakow dolacze Twoj deser:)
    Zamieszczenie mojego wpisu na Waszym blogu, traktuje jako duze wyroznienie.
    Jesien masz piekna. Najbardziej ujal mnie ten szron na kolorowych listkach:) Pieknie sie komplementuja pory roku na Naszym Swiecie.
    Dziekuje i pozdrawiam serdecznie:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko-dziękujemy za przyjęcie zaproszenia :) Twój świat jest dla nas ekscytujący...egzotyczny i zupełnie nieznany :) Bardzo nam się podobało :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  5. deser obłędny :) a na zdjęcia patrzyłam z wielką przyjemnością, zarówno te wiosenne jak i jesienne! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy Łucjo i dziękujemy za odwiedziny :)

      Usuń
  6. Dyniowy crème brûlée to jest dla mnie ciekawostka, pięknie się prezentuje
    ale te zdjecia poniżej przepiękne,ach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot...namawiamy na spróbowanie :) pozdrawiamy

      Usuń
  7. zdjecia niesamowite:) deser bardzo mi się podoba;) mniam mniam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto-cieszymy się z Twoich odwiedzin, bardzo nam miło :) pozdrawiamy

      Usuń
  8. Crème brûlée i Południowa Australia to dla mnie lądy nieznane ...
    pierwszy mniej odległy choć jego skorupka jest niczym spękana ziemia w głębi australijskiego lądu w trakcie suszy ...
    piękny ten Wasz fotograficzny dialog ...
    świat z bliska i z daleka ... ten na który codziennie spoglądam i ten , który zawsze tylko na fotografii ... dla tych zdjęć chętnie tu powracam ...
    pozdrawiam serdecznie ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękujemy Aniu-pięknie to napisałaś :)))))))))))) pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcia zachwycają - tak te z Australii, jak i z Polski. Niby dwa przeciwieństwa, a jednak...w jakiś sposób sobie bliskie

    OdpowiedzUsuń
  11. Dwa skrajne światy- w jednym życie przygotowuje się do odpoczynku i czekania,w drugim - świat zaczyna nowe życie!
    Piękne zdjęcia i pyszny deser.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiamy Amber i dziękujemy za odwiedziny :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...