czwartek, 28 listopada 2013

Chleb i ghaty Waranasi

Dziś podaję przepis na chleb do akcji prowadzonej przez Wislę: NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH. Co miesiąc na blogu ZAPACH CHLEBA możemy znaleźć  sprawdzone przepisy blogerów na pieczywo i ciasta. Ja chętnie tam zaglądam i znajduję ciągle nowe inspiracje :)
 
 
 
CHLEB PIWNY
wg J. Hamelmana
 
 

 
Składniki :
 
Zakwas:
-2 łyżeczki zakwasu żytniego (6g)
-3/8 szklanki wody (82g)
-1 szklanka mąki żytniej razowej (99g)
 
Levain:
-3/4 szklanki mąki pszennej chlebowej -typ 650 (91g)
-1/2 szklanki wody (113g)
-1 łyżka i niecała łyżeczka zakwasu żytniego (17g)
 
Ciasto:
-5 i 1/8 szklanki mąki pszennej chlebowej (635g)
-1/3 szklanki mąki żytniej razowej (37g)
-3/8 szklanki maki pszennej razowej ( 45g)
-1 szklanka i 1 łyżka wody (241g)
- 1 i 1/4 szklanki ciemnego piwa (272g)
-17g soli
- 2 g drożdży instant
oraz  zakwas (oprócz 2 łyżek) i levain (bez 1 łyżki i łyżeczki)
 
Zakwas i levain  nastawiamy w osobnych naczyniach na około 14 godzin w temperaturze pokojowej.
 
Po tym czasie wkładamy  składniki na ciasto do naczynia/dzieży miksera. Mieszamy aż wszystkie składniki połączą się i odstawiamy na 20 min. Ponawiamy czynność i mieszamy ok. 3 min na wyższej prędkości.
 
Odstawiamy ciasto na 2 godziny do wstępnej fermentacji (po godzinie masę można delikatnie złożyć).
 
Masę chlebową dzielimy na dwie części, formujemy bochenki i odkładamy do wyrastania w koszykach  lub  foremkach (ja użyłam dwie małe keksówki). Odstawić w ciepłe miejsce na 1,5 godziny.
 
Piec w temperaturze 230 stopni przez 15 minut z parą. Następnie obniżyć temperaturę do 220 stopni i piec jeszcze przez 30 minut.
 
Smacznego :)
 
***
 
 
Zebrało mi się na  wspomnienia z Waranasi...

 
Pełna obaw ruszyłam do Indii. Wiele razy przed podróżą zastanawiałam się - jak mi, osobie kochającej ponad wszystko naturę i przestrzeń, będzie dane przetrwać tę podróż. Zdawałam sobie sprawę, że podróżując głownie po miastach i w większości kolejami będziemy ciągle w tłumie. Jednak żeby to sprawdzić musiałam się o tym przekonać...I tak się stało. W planie podróży Waranasi było jednym z ważnych miejsc na mapie. Ciekawość i obawa potęgowały się podczas podróży. Czy byłam na to przygotowana? Nie...bo nie chciałam... Miałam nadzieję, że uda mi się pozbyć wszelkich obciążeń kulturowych, porównań i doświadczeń z własnego kręgu chrześcijańsko-europejskiej kultury, która w dużym stopniu mnie ukształtowała. W takich chwilach wiedziałam, że warto zrzucić z siebie te ramy i z czystym, otwartym umysłem spojrzeć na coś zgoła odmiennego.


Dlaczego przybyliśmy do Waranasi, zwanego na przestrzeni dziejów Benares, Awimukta, Kaśi, "Miasto światła" czy miasto Śiwy ? Od ponad trzech tysięcy lat to duchowa stolica hinduizmu, która wciąż "żyje". Mark Twain kiedyś napisał, że "Benares jest starszy niż historia, starszy niż tradycja, starszy nawet niż legenda - dwakroć starszy niż wszystkie one razem wzięte."

 

 Hinduizm liczący dziś ponad 1 mld wyznawców jest najstarszą z wielkich religii współczesnego świata. W mieście jest mnóstwo świątyń  i miejsc uznawanych za święte, do których pielgrzymowanie  jest częścią kultu religijnego. Towarzyszy temu rytualna kąpiel w świętej rzece, której przypisuje się moc oczyszczania duszy z grzechów i win, a także uzdrawiania chorych.
 

Wody Gangesu nazywane są przez Hindusów amrytą czyli nektarem nieśmiertelności traktowane są z nabożną czcią. Wiele osób zabiera ze sobą małe naczynka z wodą z rzeki, podobnie jak robią chrześcijanie będąc np. w Lourdes.


Wielu hinduistów marzy, by w Waranasi dokończyć swoje życie i zostać spalonym na jednym z ghatów kremacyjnych. To bowiem daje gwarancję przerwania reinkarnacji czyli ciągłego rodzenia się i umierania. Pełne wyzwolenie określane jest mianem mokszy.


Droga do Waranasi to jedyny odcinek trasy w Indiach, który pokonaliśmy samolotem lecąc z Delhi. Żeby dostać się do miasta z lotniska musieliśmy przejechać ok. 30 km. Wjeżdżając do Wranasi „zaliczyliśmy” stłuczkę samochodową. W naszą taksówkę z tyłu wjechał zagapiony kierowca.


Biorąc pod uwagę, że Indie są krajem z największą na świecie liczbą ofiar śmiertelnych wypadków drogowych, w których corocznie ginie ok. 110 tys. stwierdziłam, że otarliśmy się tylko o statystykę i jako epizodyczni goście subkontynentu wyczerpaliśmy ilość nieszczęść komunikacyjnych ;) Do uliczek wiodących w stronę Gangesu taksówka już nie dojechała, tam ze względu na wąskie ulice trzeba było przejść pieszo.


Nie ma też nazw ulic, ani numerów. Adres to miejsce między czymś znanym i charakterystycznym...i dodam, to nie jest specyfika Waranasi… tak w Indiach bywa. Zamieszkaliśmy w guesthouse (turkusowy budynek na zdjęciu) nad brzegami świętej rzeki… 

 
Pierwsze spojrzenie z balkonu na Ganges pozostało w mojej pamięci. Od początku czułam się tam jak pielgrzym, choć z innej rzeczywistości. Znam historię i znaczenie tego miejsca i początkowo marzyło mi się, żeby być w nim- niczym niewidzialny byt, który przemierzy ghaty wzdłuż rzeki nie zakłócając intymnych momentów modlitw, ablucji, kontemplacji czy pożegnań w zaświaty…

 
Szybko jednak rozumiałam, że tak jak wszędzie, tak i w tym świętym mieście hinduizmu życie ma charakter zbiorowy. Nic nie dzieje się indywidualnie i intymnie. Święte, przepojone ciszą i uniesieniem chwile uznawane za szczególne w innych kulturach tu rozgrywały się obok bardzo pospolitych, codziennych czynności. Matka z małym, niedawno narodzonym dzieckiem na ręku żebrała o mleko, a tuż obok niej, niezauważenie gasło na ulicy życie bezdomnego „wędrowca”… 

 
Śmierć w każdej kulturze, czasie i miejscu jest stratą...ale może być też początkiem czegoś innego. Obecność śmierci w Waranasi jest niemal namacalna. Wiele osób przybywa żeby tu zakończyć swoje życie. Śmierć to jednak droga do odrodzenia. Koło sansary umieszczone na hinduskiej fladze symbolizuje nieustanny przepływ życia...od narodzin do śmierci…i dalej do następnego wcielenia. 
 
Plik:Flag of India.svg
zdjęcie ze strony klik
 
Strumień życia prowadzi przez szereg kolejnych wcieleń, któremu podlegają wszystkie żywe istoty, łącznie z boskimi. W tej wędrówce rzeka zmazuje grzechy i łączy świat ludzi i bogów. Mnie obcowanie z hinduskim sacrum bardzo intrygowało, bo zdawałam sobie sprawę z wyjątkowości miejsca, do którego dotarłam. Pierwszy spacer po ghatach Waranasi wzbudzał w nas wiele wrażeń. Z uwagą przyglądaliśmy się ludziom...czasem z wzajemnością.
 
 
Różnorodność osób jakie tam spotykaliśmy była dla nas zaskakująca.
 
 
Powoli oswajamy się z miejscem.
 
 
Rytuałów związanych z kremacją nie sposób nie zobaczyć będąc w Waranasi. Pali się tam dziennie ponad setkę zwłok. Nawet unikając kamiennych nabrzeży Gangesu zwanych ghatami można natknąć się w każdym miejscu na grupę ludzi niosących ciało na spalenie. Krewni dźwigający ciało skandują "Ram nam satya hai" czyli "Imię Ramy jest prawdą".
 
 
Ciało zmarłego (tu przykryte całunem na tradycyjnych bambusowych noszach) kremuje się w miarę możliwości jeszcze w dniu śmierci, nie wcześniej niż 4 godz. i 40 min od odejścia. Hinduiści uważają, że dusza po opuszczeniu ciała tyle właśnie czasu wędruje do królestwa Jamapury, gdzie poddana zostanie osądowi. 
 
 
Przygotowanie do kremacji rozpoczyna się od uzgodnienia ceny z domami. To mężczyźni...czasem i chłopcy obsługujący ghat kremacyjny. Ilość drewna i jego jakość na stos zależą od zamożności rodziny. Najdroższe jest drzewo sandałowe. Do pełnej kremacji potrzeba ok. 500 kg drewna. Najubożsi są zwalniani z opłat. Drewno na ghaty dostarcza się drogą wodną, bo wąskimi  uliczkami nie da się go dowieźć. Tu widać łodzie przy najsłynniejszym ghacie kremacyjnym w Waranasi- Manikarnice.


Pali się na nim zwłoki wyłącznie wyznawców hinduizmu.


Ghat Hariśćandra uważany za pierwszy i najstarszy w mieście. Przeznaczony jest  dla wyznawców różnych religii.
 
 
Zgodnie z zasadami wiary nie pali się zwłok dzieci do 10 roku życia, kobiet w ciąży, osób ukąszonych przez kobrę, sadhu- świętych mężów  i chorych na trąd. Sadhu i dzieci są często grzebani w ziemi, ciała topi się też w Gangesie, po uprzednim obciążeniu kamieniami.

Jak w każdej religii tak i w hinduizmie są  rytuały pożegnania. Ceremonię prowadzi mężczyzna najbliższy zmarłemu. Goli głowę i przywdziewa białą szatę.


Podpala stos i rozbija czaszkę zmarłego jeśli ta sama nie pęknie po spaleniu ciała...po to by uwolnić duszę. Kobiety nie towarzyszą w tej ostatniej drodze. Wszystko dlatego że zwykle płaczą, a to  mógłby źle wróżyć zmarłemu.


Atmosfera panująca na ghatach (czasem trudna do zrozumienia dla oglądających ten widok ludzi z innego kręgu kulturowego), obecność na nich zwierząt wynika z innego pojmowania kwestii śmierci i życia w różnej formie. Dusza przechodzi przez różne postacie- w tym również roślin, zwierząt i ludzi. Zbiera karmę, której efektem są radości lub cierpienia. Krowy, kozy, wygrzewające się w cieple stosów psy nikogo tam nie dziwią.

W Waranasi dwukrotnie korzystamy z przejażdżki łodzią, gdyż to pozwala na spojrzenie z innej perspektywy na miasto. Po raz pierwszy płyniemy o świcie. W tej niemal "spopielonej" rzeczywistości pojawia się nieśmiało jedyny barwny element ... czerwona kula.


Im wyżej się wznosi...tym bardziej ubarwia świat

 
w końcu rozlewa się kolorami i ciepłem


Tu nad brzegiem rzeki w rytuałach i codziennych czynnościach kręci się koło sansary, będącej symbolem nieustannego wędrowania...i chyba jak nigdzie indziej wędrówka ziemska i ta w inny wymiar krzyżują się i splatają tworząc niezwykłą kombinację, którą każdy z nas może postrzegać w sobie właściwy-subiektywny sposób. Rola obserwatora w tym wypadku bardzo mi odpowiadała...Sami popatrzcie...


Ghaty nad Gangesem to ulubione miejsce do puszczania latawców. Skąd to przekonanie. Latawce są w wodzie, na drutach elektrycznych...na drzewach...niemal wszędzie ;)


To miejsce do codziennych spacerów, można podglądać tu zwyczajne życie mieszkańców miasta.
 

 
 
Można tu  też zobaczyć wyznawców różnych odłamów hinduizmu
 
 
 
 
 
 
Ghaty  dla młodych mężczyzn są  dobrym miejscem do gry w krykieta.


 Spotkamy tu też wielu sadhu
 

Ascetyzm wiąże się z odrzuceniem wszelkiego przywiązania do świata doczesnego, wszelkich pragnień i żądz. Charakterystycznym elementem rozpoznawczym sadhu jest strój w kolorze ochry.


Święty mąż z atrybutem Śiwy, trójzębem.


Codzienność sadhu wypełniają medytacje, modlitwy i nieustanna kontemplacja boskiego Absolutu.


Żebracy przy schodach ghatu Daśaśwamedh.

 
Kwiaty nagietka - popularne w różnych obrzędach hinduizmu. Zmieszanie spalonych prochów z nimi i wrzucenie ich do Gangesu ma zapewnić duszy pośmiertną egzystencję...
 
 
Arati- ceremonia odbywająca się o zmierzchu nad Gangesem, polegająca na ofiarowaniu światła bogom...bardzo widowiskowa, przyciągająca tłumy oglądających.


Nad brzegami Gangesu można zobaczyć dużo ptaków. Zwłaszcza tych, których życie związane jest z wodą. Tu po udanym polowaniu na ryby siedzi zimorodek srokaty :)

 
 
zimorodek krasnodzioby 

 
 
i czapla.
 
 
Rytualna kąpiel  
 



i nierytualna.

 
 

 suszenie sari po kąpieli


odpoczynek


pranie


i suszenie


sprzątanie krowiego łajna ... może w celu poprawienia karmy...


naprawa ubrań


płukanie ryżu i mycie naczyń


wizyta u fryzjera


 i znów religijne rytuały...pielgrzymka nowożeńców


kontemplacja

 
przejażdżka łodzią po świętej rzece
 

i niekończąca się wędrówka pielgrzymów


wśród  pięknych pałaców nad  brzegiem. Ten uznawany jest za jeden z najpiękniejszych i największych w Waranasi...to pałac Bhonsala zbudowany przez króla z Nagpuru w XVIII w.

 
...to tylko skromna część tego co widzieliśmy...Waranasi jest miejscem, które warto zobaczyć żeby zrozumieć choć w małym stopniu Indie...
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...