Chleb i ghaty Waranasi

Dziś podaję przepis na chleb do akcji prowadzonej przez Wislę: NA ZAKWASIE I NA DROŻDŻACH. Co miesiąc na blogu ZAPACH CHLEBA możemy znaleźć  sprawdzone przepisy blogerów na pieczywo i ciasta. Ja chętnie tam zaglądam i znajduję ciągle nowe inspiracje :)

CHLEB PIWNY
wg J. Hamelmana


Składniki :

Zakwas:
-2 łyżeczki zakwasu żytniego (6 g)
-3/8 szklanki wody (82 g)
-1 szklanka mąki żytniej razowej (99 g)

Levain:
-3/4 szklanki mąki pszennej chlebowej -typ 650 (91 g)
-1/2 szklanki wody (113 g)
-1 łyżka i niecała łyżeczka zakwasu żytniego (17 g)

Ciasto:
-5 i 1/8 szklanki mąki pszennej chlebowej (635 g)
-1/3 szklanki mąki żytniej razowej (37 g)
-3/8 szklanki maki pszennej razowej ( 45 )
-1 szklanka i 1 łyżka wody (241 g)
- 1 i 1/4 szklanki ciemnego piwa (272 g)
-17g soli
- 2 g drożdży instant
oraz  zakwas (oprócz 2 łyżek) i levain (bez 1 łyżki i łyżeczki)

Zakwas i levain  nastawiamy w osobnych naczyniach na około 14 godzin w temperaturze pokojowej.
Po tym czasie wkładamy  składniki na ciasto do naczynia/dzieży miksera. Mieszamy aż wszystkie składniki połączą się i odstawiamy na 20 min. Ponawiamy czynność i mieszamy ok. 3 min na wyższej prędkości.
Odstawiamy ciasto na 2 godziny do wstępnej fermentacji (po godzinie masę można delikatnie złożyć).
Masę chlebową dzielimy na dwie części, formujemy bochenki i odkładamy do wyrastania w koszykach  lub  foremkach (ja użyłam dwie małe keksówki). Odstawić w ciepłe miejsce na 1,5 godziny.
Piec w temperaturze 230 stopni przez 15 minut z parą. Następnie obniżyć temperaturę do 220 stopni i piec jeszcze przez 30 minut.
Smacznego :)


***


Zebrało mi się na  wspomnienia z Waranasi...


Pełna obaw ruszyłam do Indii. Wiele razy przed podróżą zastanawiałam się - jak mi, osobie kochającej ponad wszystko naturę i przestrzeń, będzie dane przetrwać tę podróż. Zdawałam sobie sprawę, że podróżując głownie po miastach i w większości kolejami będziemy ciągle w tłumie. Jednak żeby to sprawdzić musiałam się o tym przekonać...I tak się stało. W planie podróży Waranasi było jednym z ważnych miejsc na mapie. Ciekawość i obawa potęgowały się podczas podróży. Czy byłam na to przygotowana? Nie...bo nie chciałam... Miałam nadzieję, że uda mi się pozbyć wszelkich obciążeń kulturowych, porównań i doświadczeń z własnego kręgu chrześcijańsko-europejskiej kultury, która w dużym stopniu mnie ukształtowała. W takich chwilach wiedziałam, że warto zrzucić z siebie te ramy i z czystym, otwartym umysłem spojrzeć na coś zgoła odmiennego.


Dlaczego przybyliśmy do Waranasi, zwanego na przestrzeni dziejów Benares, Awimukta, Kaśi, "Miasto światła" czy miasto Śiwy ? Od ponad trzech tysięcy lat to duchowa stolica hinduizmu, która wciąż "żyje". Mark Twain kiedyś napisał, że "Benares jest starszy niż historia, starszy niż tradycja, starszy nawet niż legenda - dwakroć starszy niż wszystkie one razem wzięte."
 

 Hinduizm liczący dziś ponad 1 mld wyznawców jest najstarszą z wielkich religii współczesnego świata. W mieście jest mnóstwo świątyń  i miejsc uznawanych za święte, do których pielgrzymowanie  jest częścią kultu religijnego. Towarzyszy temu rytualna kąpiel w świętej rzece, której przypisuje się moc oczyszczania duszy z grzechów i win, a także uzdrawiania chorych.


Wody Gangesu nazywane są przez Hindusów amrytą czyli nektarem nieśmiertelności traktowane są z nabożną czcią. Wiele osób zabiera ze sobą małe naczynka z wodą z rzeki, podobnie jak robią chrześcijanie będąc np. w Lourdes.


Wielu hinduistów marzy, by w Waranasi dokończyć swoje życie i zostać spalonym na jednym z ghatów kremacyjnych. To bowiem daje gwarancję przerwania reinkarnacji czyli ciągłego rodzenia się i umierania. Pełne wyzwolenie określane jest mianem mokszy.


Droga do Waranasi to jedyny odcinek trasy w Indiach, który pokonaliśmy samolotem lecąc z Delhi. Żeby dostać się do miasta z lotniska musieliśmy przejechać ok. 30 km. Wjeżdżając do Wranasi „zaliczyliśmy” stłuczkę samochodową. W naszą taksówkę z tyłu wjechał zagapiony kierowca.


Biorąc pod uwagę, że Indie są krajem z największą na świecie liczbą ofiar śmiertelnych wypadków drogowych, w których corocznie ginie ok. 110 tys. stwierdziłam, że otarliśmy się tylko o statystykę i jako epizodyczni goście subkontynentu wyczerpaliśmy ilość nieszczęść komunikacyjnych ;) Do uliczek wiodących w stronę Gangesu taksówka już nie dojechała, tam ze względu na wąskie ulice trzeba było przejść pieszo.


Nie ma też nazw ulic, ani numerów. Adres to miejsce między czymś znanym i charakterystycznym...i dodam, to nie jest specyfika Waranasi… tak w Indiach bywa. Zamieszkaliśmy w guesthouse (turkusowy budynek na zdjęciu) nad brzegami świętej rzeki… 


Pierwsze spojrzenie z balkonu na Ganges pozostało w mojej pamięci. Od początku czułam się tam jak pielgrzym, choć z innej rzeczywistości. Znam historię i znaczenie tego miejsca i początkowo marzyło mi się, żeby być w nim- niczym niewidzialny byt, który przemierzy ghaty wzdłuż rzeki nie zakłócając intymnych momentów modlitw, ablucji, kontemplacji czy pożegnań w zaświaty…


Szybko jednak rozumiałam, że tak jak wszędzie, tak i w tym świętym mieście hinduizmu życie ma charakter zbiorowy. Nic nie dzieje się indywidualnie i intymnie. Święte, przepojone ciszą i uniesieniem chwile uznawane za szczególne w innych kulturach tu rozgrywały się obok bardzo pospolitych, codziennych czynności. Matka z małym, niedawno narodzonym dzieckiem na ręku żebrała o mleko, a tuż obok niej, niezauważenie gasło na ulicy życie bezdomnego „wędrowca”… 



Śmierć w każdej kulturze, czasie i miejscu jest stratą...ale może być też początkiem czegoś innego. Obecność śmierci w Waranasi jest niemal namacalna. Wiele osób przybywa żeby tu zakończyć swoje życie. Śmierć to jednak droga do odrodzenia. Koło sansary umieszczone na hinduskiej fladze symbolizuje nieustanny przepływ życia...od narodzin do śmierci…i dalej do następnego wcielenia. 

Plik:Flag of India.svg
zdjęcie ze strony klik

Strumień życia prowadzi przez szereg kolejnych wcieleń, któremu podlegają wszystkie żywe istoty, łącznie z boskimi. W tej wędrówce rzeka zmazuje grzechy i łączy świat ludzi i bogów. Mnie obcowanie z hinduskim sacrum bardzo intrygowało, bo zdawałam sobie sprawę z wyjątkowości miejsca, do którego dotarłam. Pierwszy spacer po ghatach Waranasi wzbudzał w nas wiele wrażeń. Z uwagą przyglądaliśmy się ludziom...czasem z wzajemnością.


Różnorodność osób jakie tam spotykaliśmy była dla nas zaskakująca.


Powoli oswajamy się z miejscem.


Rytuałów związanych z kremacją nie sposób nie zobaczyć będąc w Waranasi. Pali się tam dziennie ponad setkę zwłok. Nawet unikając kamiennych nabrzeży Gangesu zwanych ghatami można natknąć się w każdym miejscu na grupę ludzi niosących ciało na spalenie. Krewni dźwigający ciało skandują "Ram nam satya hai" czyli "Imię Ramy jest prawdą".


Ciało zmarłego (tu przykryte całunem na tradycyjnych bambusowych noszach) kremuje się w miarę możliwości jeszcze w dniu śmierci, nie wcześniej niż 4 godz. i 40 min od odejścia. Hinduiści uważają, że dusza po opuszczeniu ciała tyle właśnie czasu wędruje do królestwa Jamapury, gdzie poddana zostanie osądowi. 


Przygotowanie do kremacji rozpoczyna się od uzgodnienia ceny z domami. To mężczyźni...czasem i chłopcy obsługujący ghat kremacyjny. Ilość drewna i jego jakość na stos zależą od zamożności rodziny. Najdroższe jest drzewo sandałowe. Do pełnej kremacji potrzeba ok. 500 kg drewna. Najubożsi są zwalniani z opłat. Drewno na ghaty dostarcza się drogą wodną, bo wąskimi  uliczkami nie da się go dowieźć. Tu widać łodzie przy najsłynniejszym ghacie kremacyjnym w Waranasi- Manikarnice.


Pali się na nim zwłoki wyłącznie wyznawców hinduizmu.


Ghat Hariśćandra uważany za pierwszy i najstarszy w mieście. Przeznaczony jest  dla wyznawców różnych religii.


Zgodnie z zasadami wiary nie pali się zwłok dzieci do 10 roku życia, kobiet w ciąży, osób ukąszonych przez kobrę, sadhu- świętych mężów  i chorych na trąd. Sadhu i dzieci są często grzebani w ziemi, ciała topi się też w Gangesie, po uprzednim obciążeniu kamieniami.

Jak w każdej religii tak i w hinduizmie są  rytuały pożegnania. Ceremonię prowadzi mężczyzna najbliższy zmarłemu. Goli głowę i przywdziewa białą szatę.


Podpala stos i rozbija czaszkę zmarłego jeśli ta sama nie pęknie po spaleniu ciała...po to by uwolnić duszę. Kobiety nie towarzyszą w tej ostatniej drodze. Wszystko dlatego że zwykle płaczą, a to  mógłby źle wróżyć zmarłemu.


Atmosfera panująca na ghatach (czasem trudna do zrozumienia dla oglądających ten widok ludzi z innego kręgu kulturowego), obecność na nich zwierząt wynika z innego pojmowania kwestii śmierci i życia w różnej formie. Dusza przechodzi przez różne postacie- w tym również roślin, zwierząt i ludzi. Zbiera karmę, której efektem są radości lub cierpienia. Krowy, kozy, wygrzewające się w cieple stosów psy nikogo tam nie dziwią.

W Waranasi dwukrotnie korzystamy z przejażdżki łodzią, gdyż to pozwala na spojrzenie z innej perspektywy na miasto. Po raz pierwszy płyniemy o świcie. W tej niemal "spopielonej" rzeczywistości pojawia się nieśmiało jedyny barwny element ... czerwona kula.


Im wyżej się wznosi...tym bardziej ubarwia świat


w końcu rozlewa się kolorami i ciepłem


Tu nad brzegiem rzeki w rytuałach i codziennych czynnościach kręci się koło sansary, będącej symbolem nieustannego wędrowania...i chyba jak nigdzie indziej wędrówka ziemska i ta w inny wymiar krzyżują się i splatają tworząc niezwykłą kombinację, którą każdy z nas może postrzegać w sobie właściwy-subiektywny sposób. Rola obserwatora w tym wypadku bardzo mi odpowiadała...Sami popatrzcie...


Ghaty nad Gangesem to ulubione miejsce do puszczania latawców. Skąd to przekonanie. Latawce są w wodzie, na drutach elektrycznych...na drzewach...niemal wszędzie ;)


To miejsce do codziennych spacerów, można podglądać tu zwyczajne życie mieszkańców miasta.




Można tu  też zobaczyć wyznawców różnych odłamów hinduizmu






Ghaty  dla młodych mężczyzn są  dobrym miejscem do gry w krykieta.


 Spotkamy tu też wielu sadhu


Ascetyzm wiąże się z odrzuceniem wszelkiego przywiązania do świata doczesnego, wszelkich pragnień i żądz. Charakterystycznym elementem rozpoznawczym sadhu jest strój w kolorze ochry.


Święty mąż z atrybutem Śiwy, trójzębem.


Codzienność sadhu wypełniają medytacje, modlitwy i nieustanna kontemplacja boskiego Absolutu.


Żebracy przy schodach ghatu Daśaśwamedh.


Kwiaty nagietka - popularne w różnych obrzędach hinduizmu. Zmieszanie spalonych prochów z nimi i wrzucenie ich do Gangesu ma zapewnić duszy pośmiertną egzystencję...


Arati- ceremonia odbywająca się o zmierzchu nad Gangesem, polegająca na ofiarowaniu światła bogom...bardzo widowiskowa, przyciągająca tłumy oglądających.


Nad brzegami Gangesu można zobaczyć dużo ptaków. Zwłaszcza tych, których życie związane jest z wodą. Tu po udanym polowaniu na ryby siedzi zimorodek srokaty :)
 

zimorodek krasnodzioby 
 

i czapla.


Rytualna kąpiel  




i nierytualna.




 suszenie sari po kąpieli


odpoczynek


pranie


i suszenie


sprzątanie krowiego łajna ... może w celu poprawienia karmy...


naprawa ubrań


płukanie ryżu i mycie naczyń


wizyta u fryzjera


 i znów religijne rytuały...pielgrzymka nowożeńców


kontemplacja


przejażdżka łodzią po świętej rzece


i niekończąca się wędrówka pielgrzymów


wśród  pięknych pałaców nad  brzegiem. Ten uznawany jest za jeden z najpiękniejszych i największych w Waranasi...to pałac Bhonsala zbudowany przez króla z Nagpuru w XVIII w.


...to tylko skromna część tego co widzieliśmy...Waranasi jest miejscem, które warto zobaczyć żeby zrozumieć choć w małym stopniu Indie...

Komentarze

  1. Z Waszych zdjęć można się tyle dowiedzieć o świecie, wspaniały post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Kasiu :) Pozdrawiamy Cię serdecznie

      Usuń
  2. Małgosiu,wspaniałe zdjęcia!
    Ciekawe refleksje z Indii.
    Do tego super przepis na chlebek.
    Pozdrowienia dla Was zostawiam-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Indie bez względu na odbiór pobudzają do refleksji. Myślę , że nikogo nie pozostawią obojętnym. Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  3. Chyba nikogo nie pozostawi obojetnym wizyta w tym miejscu.
    Poruszajaca opowiesc, opowiedziana z wielkim taktem i poszanowaniem dla Innego.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Grażynko i życzymy żebyś kiedyś sama zobaczyła uroki tego pięknego kraju...niekoniecznie musi to być Waranasi :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  4. Małgosiu, jestem pod wrażeniem tej opowieści...kiedys i teraz. I może jeszcze kiedyś opowiesz jeszcze raz... Zdjecia niesamowite. Jesteś wspaniałym obserwatorem. Zobaczyłas obiektywem tyle różnych aspektów życia w tym mieście...i jeszcze ptaki. Krajobrazy takie niesamowite, zwłaszcza w połaczeniu z Twoja opowieścią. Ludzie tacy różni, młodzi i starzy, i dzieci. I barwy...w obrazach z Indii zawsze zwraca moją uwagę jak barwnie ubrane są kobiety. Piękne, barwne tkaniny.
    Chleb! Na dwóch zaczynach, jeszcze takiego nie piekłam. Dziekuje za dołączenie do listy listopadowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Indie są bardzo kolorowe :) różnorodność tkwi w wielu aspektach życia ...Dostarczają wielu ...czasem mocnych wrażeń, o których pewnie jeszcze nie raz napiszemy. Wiesiu-cieszę się , że do Twojej listy mogę dołączyć coś nowego. Buziaki

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa opowieść. Jak zwykle piękne zdjęcia, piękna opowieść o innej kulturze. Może Indie są inne, ale tak mnie zastanawia zdjęcie z kąpieli nierytualnej? Miałaś zgodę na fotografowanie? Drugie, co mnie uderzyło, to zwyczaj topienia zwłok w rzece, w której ludzie się kąpią, piorą, z którą żyją.
    Chleb z piwem - aż kusi, żeby go spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarzynko-fotografowanie ludzi to dla mnie bardzo skomplikowana sprawa...Długo zmagałam się z tym , żeby komuś zrobić zdjęcie. Dopiero wyjazd do Indii stanowił przełom w tej sprawie. Hindusi maja bardzo pozytywne podejście do robienia zdjęć. Jeśli chciałam kogoś sfotografować indywidualnie-zawsze pytałam o zgodę. Problem polegał raczej na tym , że wiele razy musiałam robić zdjęcia bo mnie o to proszono ;D To inna rzeczywistość i nie można przykładać do niej naszych norm. Kąpiel...ta nierytualna odbywała się obok rytualnej.
      Co do wody w Gangesie...tam również dochodzą rury ściekowe z miasta. Jednak Ganges wypłukuje zwłaszcza w początkowym biegu srebro, którego zawartość w wodzie działa dezynfekująco. Sami widzieliśmy jak ludzie piją wodę bezpośrednio z rzeki. Gdyby tak nie było...mielibyśmy do czynienia z ciągłymi epidemiami.
      Na chleb namawiam-pozdrawiam serdecznie M.

      Usuń
  6. Małgosiu, niesamowita opowieść i piękna podróż ! Zdjęcia jak zwykle mnie zachwycają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Gatito, pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  7. Odmienność kulturowa tego miejsca zadziwia i jednocześnie zachwyca...
    Ludzie, obyczaje, niezwykły koloryt...
    Już kilkakrotnie wracamy z mężem do tej Waszej fotoopowieści z Indii i za każdym razem budzi ona w nas to samo zainteresowanie i ciekawość świata...
    Cudowne zdjęcia, takie prawdziwe, reporterskie, bez zbędnego koloryzowania i upiększania rzeczywistości...
    Mam nadzieję, że kiedyś wydacie książkę pełną smaków i pejzaży świata widzianych Waszym obiektywem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za tak pozytywne przyjęcie relacji z Waranasi. Nie wszyscy są przygotowani na te odmienności i to jest zrozumiałe. Indie mają bardzo wiele do zaoferowania. Niesamowite bogactwo kulturowe to ich wielki potencjał. Pozdrawiamy Was oboje :)

      Usuń
  8. Gosiu już troszkę cię poznałam, ale ten post jest naprawdę wspaniały - podzieliłaś się swoimi emocjami w poruszający sposób. To była przyjemność ...:)) świetne są również migawki z życia codziennego, fajnie uchwyciłaś te momenty, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Alpino :) pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  9. Cudnie sie z Wami podrozuje....a to zdjecie slonca i lodki...wydaje sie obraz Moneta- Impresja o wschodzie slonca.... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam. Właśnie wróciliśmy z żoną z Indii. Mogę tylko potwierdzić to co Państwo napisali o Waranasi. Nie ma co dodac... I dziękuję za przywołanie wspomnień. P.S. Następnym razem będę miał więcej odwagi do robienia zdjęć Hindusom. Wszystkiego dobrego. Maciek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam, że przywołaliśmy Wasze wspomnienia. W Indiach jak chyba w żadnym innym kraju da sie ludziom robić zdjecia. Jednak i my mamy ciągle wewnętrzne obawy. Trzeba nad tym pracować :) Po ostatniej podróży doszliśmy do wniosku, że nigdy nie zrobiono nam tylu zdjęć ;D telefony komórkowe znacznie to ułatwiaja. Okazuje się , że wzbudzaliśmy zainteresowanie nie mniejsze wśród Hindusów niz oni u nas:) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...