Nowa Kaledonia - francuska wyspa Oceanii.

Dziś gościnnie na blogu Grace, która zabierze nas w wirtualną podróż do Oceanii.

"Tym razem chciałam Was zaprosić na mało znaną wyspę, ukrytą na Oceanie Spokojnym. Nowa Kaledonia to - z europejskiego punktu widzenia bardzo egzotyczne i ciągle mało popularne wśród turystów - zamorskie terytorium Francji. Wyspa znajduje się około 1400 km na wschód od Australii.

Odkryta przez podróżnika Jamesa Cooka w 1774 r., już w kilka lat później trafiła w ręce Francuzów i Napoleon III mianował ją kolonią karną. Zachęceni możliwością nowego życia, znacznie później napływali tu także wolni, francuscy osadnicy.

Historia nie była łaskawa dla rdzennych mieszkańców Nowej Kaledonii. Jak zazwyczaj w takich przypadkach, interesy białego człowieka i autochtonów rozmijały się zupełnie.

Kanacy żyją w klanach, pielęgnując staroplemienne zwyczaje. Bardzo ważnym elementem ich kultury jest dziedziczenie ziemi, która nie może zostać sprzedana, a przechodzi z rąk ojca na syna. Rozparcelowanie ziemi między uwolnionych francuskich więźniów i kolejnych europejskich osadników zaburzylo odwieczny porządek. Kanacy zostali zamknięci w rezerwatach, odarci ze swojej tożsamości religijnej i kulturowej. Stali się automatycznie podwładnymi francuskimi, mimo, że istnieje tu 28 żywych języków , tubylczych, językiem urzędowym jest tu do dziś francuski.

Sytuacja Melanezyjczyków zaczęła się poprawiać dopiero pod koniec XX wieku. Obecnie ludność europejska skupia się głównie w i wokół stolicy Nowej Kaledonii - Numei. Wewnątrz wyspy Grande Terre i na okolicznych mniejszych wysepkach żyją zgodnie ze swymi zwyczajami Kanacy.

Turystyka nie jest bardzo rozwinięta na Nowej Kaledonii, głównie z powodu słabej infrastruktury, niskiego poziomu usług i bardzo wysokich cen importowanej żywności. Często produkty osiągają tu cenę trzykrotnie wyższą niż w Paryżu.

Ale co dla jednych jest przeszkodą, dla drugich jest właśnie atrakcją i pewnością, że oto odkrywamy  zupełnie nowy, “nieskażony turystycznie” ląd. 
Już widok z samolotu na wyspy Oceanu Spokojnego obiecuje, ze trafiliśmy w ciekawy rejon świata.


Nową Kaledonię otacza olbrzymia laguna i wielka rafa koralowa.


Do stolicy Nowej Kaledonii dotarliśmy późnym popołudniem, z okien hotelu roztaczał się widok na miasto. Chmury może wyglądają groźnie, ale w rzeczywistości dodają tylko uroku, przesuwając się szybko nad wyspą.


Podczas swoich podroży staramy się poznać nie tylko nowy ląd, ale również lokalną historię i tradycję. I tak już na samym początku pobytu trafiliśmy do Centrum Kulturalnego im. Jean-Marie Tjibaou (lider ruchu niepodległościowego Nowej Kaledonii). Siedziba Centrum to nowoczesna interpretacja tradycyjnych chat Kanakow. 250 metrowe dachy, wyglądają na nieukończone, to symbol wciąż żywego, ciągłego procesu tworzenia kultury Kanakow.


Centrum mieści się na terenie dużego parku. Wystawiono tu kilka prawdziwych chat Kanakow. W podobnych do dziś mieszkają w głębi wyspy.


Wokół chat stoją tradycyjne rzeźby i święte drzewa przyozdobione kawałkami tkanin.


Chatki mają nisko usytuowane drzwi, ale nie mają żadnych okien. Zaglądamy z ciekawością do wnętrza.


Drewniane filary tworzące konstrukcję chaty, zamieniono w dzieła sztuki.


Na terenie całego parku wystawiono wiele innych tradycyjnych rzeźb.


Podczas naszego pobytu na Nowej Kaledonii, w Noumei odbywała się pokojowa demonstracja.


Kanacy rozstawili tu swoje chatki i zamieszkali w samym centrum miasta, by przypomnieć o swoich prawach, domagać się - obiecanej wcześniej - pełnej niepodległości.


Wybrali bardzo pokojowy sposób. Swoją obecnością chcieli zaznaczyć, że mają własną tożsamość i kulturę.


Zgromadzone w chatkach dzieci, śpiewały tradycyjne piosenki w języku Kananów.


Na oczach przechodniów powstawały tradycyjne rzeźby.


Ale wróćmy do wakacyjnych nastrojów. Wyspę otaczają czyste wody Oceanu Spokojnego, zachęcające do uprawiania wodnych sportów


albo zwyczajnego leniuchowania


Błogi spokój plaż nastraja wakacyjnie. 


Obecnie połowa mieszkańców wyspy to Francuzi, a druga połowa to Melanezyjczycy i nikły procent nacji z okolicznych wysp Pacyfiku.


Dzieciaki jak na całym świecie tak i tu wspólnie kopią piłkę. 


Jak na francuskie terytorium przystało można tu popróbować wykwintnej kuchni w dobrych restauracjach.


Ale można też trafić na market, by skosztować lokalnych przysmaków. 


Ciasta i opiekane banany cieszyły się dużą popularnością. 


Można też zajrzeć na stoiska z tutejszymi produktami. Bulwy manioku i słodkich ziemniaków prezentują się malowniczo, nawet, gdy nie ma potrzeby, by je kupić.


W tropikach słońce zachodzi nagle, tonie za horyzontem w Pacyfiku.


Będąc na Nowej Kaledonii, warto skorzystać z nurkowania. Nowokaledońska Wielka Rafa Koralowa rozciąga się w rejonie Melanezji na 24 tyś m.kw. Nasza podwodna przygoda zaczęła się w jednej z lokalnych marin.


Z Numei dopłynęliśmy na maleńką wysepkę koralową, gdzie znajduje się baza wypadowa dla nurków.


Ta mała wysepka koralowa "Le Phare Amédée", swą nazwę zawdzięcza stojącej tu latarni morskiej. Zbudowano ją w 1862 r. w Paryżu i przetransportowano na wyspę, by oświetlała drogę statkom dowożącym skazańców z Europy na Nową Kaledonię. 


Ale to już historia. Teraz przyszło nam cieszyć się nieskazitelnym spokojem, białym piaskiem i ciepłą wodą oceaniczną.


A wody otaczającej wysepkę laguny są tak przeźroczyste, że gołym okiem można dostrzec pływające tu ryby.


Wśród krzaków można natknąć się na węże laticauda colubrina czyli wiosłogon żmijowaty, bardzo jadowite, ale właściwie to jedyni niebezpieczni mieszkańcy tej wysepki.


Wokoło cisza, przerywana tylko lekkim szumem fal i śpiewem ptaków.


Weszliśmy również na górny taras latarni.


Stąd rozciąga się widok na lagunę i Grande Terre, czyli największą wyspę Nowej Kaledonii.


a koralowa wysepka wydaje się być nierealnym lądem, idealnym miejscem do wyłączenia się ze zgiełku codziennego życia. Tu nie ma dostępu codzienny stres. Tylko relaks.


Ale oto już wróciliśmy na “stały ląd”. Wypożyczonym samochodem postanowiliśmy wyprawić się w górzyste centrum Nowej Kaledonii.


Pusta droga przecinająca wyspę ciągnie się wśród niepowtarzalnych krajobrazów. Rzadko można tu spotkać drugiego człowieka.


Zupełnie jakbyśmy przenieśli się w czasie. Pokonujemy drogę, zatrzymując się często, napawając oczy niesamowitą mieszanką dominujących tu kolorów: zieleni roślin i ochry ziemi.


Na Nowej Kaledonii znajdują się bardzo bogate złoża rud niklu i kobaltu. Na potrzeby hutnictwa utworzono wewnątrz wyspy sztuczny zbiornik wody.


W ten sposób powstało bardzo malownicze jezioro Yate.


Spękana, czerwona ziemia ilustruje najlepiej jakie panują tu temperatury.


Ale spacerując wzdłuż jeziora, pośród górzystych terenów, można naprawdę poddać się wrażeniu, że oto jesteśmy tylko my i przyroda. Nie istnieje cywilizacja.


Jezioro Yate ciągnie się przez 40 km. Z każdym krokiem malując nieco inne obrazy. 


Zmieniające się światło wzmacnia jeszcze nasze wrażenia.


Przemierzamy wyspę nadal, ciesząc się każdą chwilą na tym pięknym odludziu.


Ale wszystko co piękne też się kończy. Pokonując serpentyny dotarliśmy do miejsca, gdzie jezioro zanika.


Liczba turystów odwiedzających Nową Kaledonię nadal rocznie nie przekracza 100 tysięcy.


Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Ale cieszę się, ze dane mi było odwiedzić to miejsce, tak odmienne, urzekające swą innością i nieskazitelnym pięknem. Zanim i na tym skrawku Ziemi rozpanoszą się atrybuty współczesnej turystyki."

Poniżej mapa przedstawiająca położenie Nowej Kaledonii ze strony klik.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza