Rajski chutney i skrawek raju między Paje i Jambiani


Jesienią - w porze obfitości żurawiny wielkoowocowej i pigw  robię chutney  Nigelli Lawson, który wszedł na stałe do naszego "repertuaru przetworów". Jest on świetnym dodatkiem do  mięs i wędlin czy  serów kozich, owczych, wszelkich pleśniowych  a w szczególności pieczonych np. typu camembert. Chutney powinien postać około miesiąca, żeby mieć ten odpowiedni wg. autorki smak...ale szczerze mówiąc przed włożeniem do słoików już jest bardzo dobry. Dzięki dodatkom przypraw ma ciekawy, świąteczny aromat :) Może stanowić też nietuzinkowy prezent dla kogoś, kto lubi smakowite niespodzianki :)

RAJSKI CHUTNEY
(wg. Nigelli Lowson z małymi modyfikacjami ;)


Składniki :

500 g owoców pigwy ( obranych i bez gniazd nasiennych) pokrojonych na kawałki

500 g kwaśnych jabłek przygotowanych jak pigwy

1 średniej wielkości cebula, posiekana

250 g świeżych żurawin

150 g suszonych, kandyzowanych żurawin

400 g cukru

4 goździki

2 kawałki kory cynamonowej

sok i otarta skórka z jednej pomarańczy

sok i otarta skórka z jednej cytryny

350 ml octu jabłkowego

350 ml wywaru ze skórek pigwy

500 ml wody

Obrać pigwy i pozbyć się gniazd nasiennych. Wrzucić obierki i wykrojone gniazda  do rondla, zalać 500 ml wody i zagotować.  Na wolnym ogniu pogotować jeszcze ok. 20 min i odstawić. Do dużego garnka włożyć podane wyżej składniki, dolać odcedzoną wodę ze skórek i całość podgrzać do rozpuszczenia cukru. Następnie trochę zwiększyć podgrzewanie i gotować ok. godziny. Chutney powinien być miękki i papkowaty z widocznymi kawałkami pigwy. Gotowy przełożyć do wysterylizowanych słoików, zapasteryzować . Z podanych składników otrzymamy ok. 2 litrów chutneya.

******************

Ten smakołyk o nazwie niewymyślonej przez nas...tylko przez autorkę przepisu... przywołuje miłe wspomnienie  z zanzibarskiej plaży, która nam kojarzy się właśnie z rajem :) Trafiliśmy tam, żeby odpocząć przez kilka dni. Nie leży jednak w naszej naturze opalanie się i typowe plażowanie. Spacerowaliśmy trochę po okolicy  między Paje i Jambiani. Między tymi miejscowościami znajdował się nasz guest house -nad Oceanem Indyjskim,  na południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy.
 

Czas biegł nam leniwie i spokojnie. Można powiedzieć, że zgodnie z rytmem otaczającej nas natury. 


Wybranie się na spacer wymagało właśnie poznania tego rytmu. Podczas przypływu w miejscach wąskich, tam gdzie piasek zajmował mniejsze powierzchnie niż skały - przejście nie było możliwe. Wybraliśmy się pewnego dnia do Jambiani, które znaliśmy z kart wspomnień " Domu na Zanzibarze" Doroty Katende. Postanowiliśmy przejść kawałek trasy lądem i wrócić plażą w porze odpływu.


Następował on około południa, odsłaniający dno pokryte ostrymi kawałkami rafy i wodorostami.


Widoki jednak bez względu na rytm pływów zawsze były zajmujące :)


Odsłonięte dno wyglądało miejscami jak biała papka. Zastanawialiśmy się czego szuka ten mężczyzna...ale okazało się, że podobnie jak nasi wędkarze ...



poszukiwał "robaków" na ryby :)



Dotarliśmy do wioski Jambiani i bardzo szybko rozpoznaliśmy dom pochodzącej z Trójmiasta autorki wspominanej wcześniej książki.


 W wiosce zabudowa jest zrobiona z najbardziej dostępnego budulca...


czyli  skał rafy koralowej.


Wszystko tu jest proste i zrobione z dostępnych materiałów.


Jak na ten klimat domy wyglądają bardzo solidnie.


W wiosce jest też szkoła i sklep do którego zajrzeliśmy z ciekawości.


Nad brzegiem jednak cały czas coś się działo.


Ta kobieta oprawia  zakopane w mule łupiny orzechów kokosowych. Pozwala to na łatwiejsze wydobywanie z nich włókien, które później stanowią źródło skromnych dochodów mieszkańców. 


  Z włókna kokosowego wytwarza się m.in. szczotki, liny, pędzle,  maty, uszczelnia się nim łodzie. W ogrodnictwie służy jako środek zastępujący torf.


Algi morskie są tu uprawiane lub zbierane...uprawa , to przeważnie zajęcie kobiet....dzienny dochód ze zbiorów to ok. 1$.


Skupowane wodorosty trafiają na rynki zagraniczne i stanowią surowiec w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym czy spożywczym.


Dziewczynki też pomagają w uprawie alg .




Mężczyźni przeważnie zbierają algi, które zostają po odpływie.  


Można je znaleźć w płytkich wodach oraz wyrzucone na brzeg....pakują je do worków i niosą do skupu. 


ta kupka alg z lewej strony to moje zbiory ;)  mężczyzna cały czas śmiał się z tego, że mu pomagam.


Krajobraz na wybrzeżu zmienia się jak w kalejdoskopie... piasek , rafa , ocean...


niebo...niby stałe elementy


....ale to tylko pozory     


Po odpływie tworzą się maleńkie oczka wodne, chłopcy z zapałem wykorzystują je jako akweny dla swoich konstrukcji statków zrobionych z najprostszych rzeczy.




Ocean i plaża są jak ciągłe dzieło tworzenia  
   

Czas wracać, bo niebawem "droga" zniknie pod wodą.


Jeszcze możemy się cieszyć chwilami lenistwa odpoczywając na tych prostych sprzętach. Styl zanzibarski to drewniana konstrukcja i sznurek.  

  
Mogłabym patrzeć bez końca. Chyba to jedyne miejsce jakie widziałam, w którym niebo było najciemniejszym elementem krajobrazu :)


Tym bardziej pożegnanie z Zanzibarem nie było łatwe.



Komentarze

  1. Jak zwykle zdjęcia przecudne-)Napatrzyć się nie mogę...
    Chutney do serów uwielbiam!
    Pozdrowienia zostawiam...
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje I., miło Cię gościć :) pozdrawiam serdecznie M.

      Usuń
  2. Jak ja się cieszę, że te piękne zdjęcia z zajmującym komentarzem tu są. Zdjęcia jak wycinki jedwabnego szala...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesiu...piękne porównanie :) Dziękuje i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia ! Z ogromną przyjemnością tu zaglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały reportaż z podróży, mogę dzięki Wam obejrzeć coś, czego nigdy w życiu bym nie zobaczyła i zapewne nie zobaczę (bo nie podróżuję zbyt często i zbyt daleko) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu-nigdy nie mów nigdy :) wszystko może się zmienić. Zresztą podróże nie muszą być dalekie i Twoje zdjęcia pięknie to pokazują :) pozdrawiamy

      Usuń
  5. Magiczne miejsce, magiczne zdjęcia. Aż zachciało mi się tam kiedyś być....
    W chutneyu są owoce pigwy czy pigwowca? Przepis brzmi kusząco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarzynko- pigwy, czyli te duże :) Teraz można je dostać :) dziękuję za odwiedziny M.

      Usuń
  6. Miałam świeże żurawiny, miałam pigwy a nie miałam pomysłu. Zajrzę jutro do warzywniaka może jeszcze coś dostanę ?
    Małgosiu, przecudne widoki. Jakie ja mam szczęście, że mogę Tu bywać :) Tyłka z domu nie ruszam a tyle zwiedzam i podziwiam .

    OdpowiedzUsuń
  7. Krysiu-chutney jest wyborny, polecam. Cieszymy się , że nas tu odwiedzasz. Pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Chutney bardzo lubie i czesto stosuje w kuchni, od tych bardzo pikantnych, do bardziej slodkich. To jest wspaniale, ze tyle jest wariacji tego dodatku do roznych potraw:)
    A Zanzibar, mnie oczarowal, obrazy z plazy tak pieknie malowane, ze az przenosza czlowieka w inny wymiar:)
    Dziekuje za te podroz:)
    Pozdrawiam:)
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też lubimy chutney'e...a takie własnej produkcji są wg. nas najsmaczniejsze :) POzdrawiamy i dziękujemy za odwiedziny :)

      Usuń
  9. Cudowne fotki z Zanzibaru, fajnie było tu zajrzeć, pozdrawiam:)
    Paweł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pawle-pozdrawiamy Cię również i dziękujemy , że wpadłeś do nas :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...