Rybne molee czyli curry w romantycznych okolicznościach

 

Rybne molee czyli curry z kardamonem, goździkami, cynamonem, chili i mleczkiem kokosowym


... nie tylko, bo znajdziecie w tym daniu również szalotkę, czosnek, imbir, kurkumę i limonkę. Danie jest proste, pyszne i szybkie w wykonaniu. Przypomina ono smaki Kerali  przez pikanterię i mleczko kokosowe charakterystyczne dla południowych Indii. Ale nie odstaje od smaków Udaipuru, gdzie świeżej ryby wprost z jeziora nie brakuje.

Składniki (na trzy porcje):

olej
3 szalotki
3 goździki starte w moździerzu
ziarnka czarnego kardamonu starte w moździerzu
laska cynamonu
liść laurowy
4 posiekane ząbki czosnku
4cm korzeń imbiru, pokrojony w drobniutką kostkę
papryczka chilli
łyżeczka chili w proszku
łyżeczka kurkumy
pół łyżeczki mąki rozpuszczonej w zimnej wodzie
sól do smaku
2-3 filetów ryby o białym ścisłym mięsie (ok. 600-700 gram)
150 ml mleczka kokosowego
sok z połowy limonki

Wykonanie:

Rozgrzewamy olej na patelni, po czym smażymy pokrojoną w piórka szalotkę na brązowo. To ważne, musi być dobrze skarmelizowana, bo wpływa to na ostateczny smak dania. Zajmie Wam to około 10 minut.

Następnie dodajemy goździki, kardamon, laskę cynamonu i liść laurowy. Smażymy minutę.

Dodajemy imbir i czosnek oraz chili i kurkumę. Smażymy kolejną minutę, po czym dodajemy rozpuszczoną w wodzie mąkę.

Filety ryby kroimy na spore ok. 5cm kawałki. Solimy. Wrzucamy na patelnię i wlewamy ok.150ml wody, tak by ryba była częściowo przykryta. Zmniejszamy ogień i gotujemy 3 minuty. . Dodajemy teraz mleczko kokosowe, mieszamy i gotujemy kolejne 2 minuty. Ostateczny czas gotowania uzależniony jest od grubości filetów. Uważajmy jednak, by ryby nie rozgotować.

Na koniec dodajemy sok z około połowy limonki. Spróbujmy, czy uzyskaliśmy równowagę między pikantnym i kwaśnym smakiem.

Danie podajemy z gotowanym ryżem basmati

***

Pamiętacie „Ośmiorniczkę”?
James Bond płynie w przebraniu krokodyla po jeziorze Pichola do Taj Lake Palace, jednego z najbardziej luksusowych hoteli Indii. Ma tam zdemaskować kobietę podejrzaną o kradzież jednego z jaj Faberge.


My też płynęliśmy łodzią. Tyle, że bez przebrania. Taj Lake Palace mineliśmy w bezpiecznej odległości. James Bond pewnie dawno już wyjechał. Kobieta od jaja - tym bardziej. Pałac wydał nam się niezwykle uroczy i romantyczny, tyle, że nie na naszą kieszeń. Ale jak można nie zakochać się w widoku białej budowli na środku jeziora z purpurowymi wzgórzami Aravali w tle…


Udaipur to według wszystkich przewodników najbardziej romantyczne miasto Indii. Potwierdzam. że romantyczne. Czy najbardziej? Trudno powiedzieć, bo wszystkich nie odwiedziliśmy.


Założone w 1568 roku przez Maharadżę Udai Singh II zostało stolicą regionu Mewar, południowo-wschodniej części Radżastanu. Narażone było na inwazje Mogołów i Marathów aż do interwencji brytyjskiej w XIX wieku.


Dobijamy do wyspy Jagmandir. To niecały kilometr na południe od wspomnianego luksusowego hotelu. Tu maharadża Jagat Singh zbudował niewielki pałac w 1620 roku.


Dziś został przekształcony w hotelik, który udostępnia się w dzień do zwiedzania turystom. W nocy - też nie jest na naszą kieszeń. Goście hotelowi odnajdą intymną atmosferę wieczorem, bo mieszkańcy zaledwie siedmiu pokoi raczej nie zakłócą sobie spokoju. Na razie akceptują naszą obecność, my zaś korzystamy ze spaceru wśród pałacowych przestrzeni.


Jednak najbardziej spektakularną budowlą w Udaipurze jest City Palace. Zbudowany na stałym lądzie oferuje piekne widoki na jezioro i wyspy.


Pyszni się dziesiątkami wieżyczek, kopuł, balkoników. Ten 250-metrowy gmach o wysokości ponad trzydziestu metrów jest największym z pałaców Radżastanu.


Jego budowę rozpoczął założyciel miasta, a kontynuowali kolejni maharadżowie. Trzeba przyznać, że mieli gust i sporo pieniędzy.


Zwiedzanie pałacu zajmuje nam pół dnia.

 
   
Trudno oderwać się od spektakularnych, pałacowych komnat, mieniących się różnymi kolorami,


ale też widoków miasta i okolicy, które można podziwiać z licznych tarasów.


Udaipur to jednak głównie ludzie.


Towarzyszyli nam w codziennych spacerach.


Skoncentrowani na codziennych czynnościach nie przejmowali się  się specjalnie naszą obecnością.


O poranku kobiety zajmowały się praniem.


Mężczyźni zaś skupiali się na wytwarzaniu wszelakich dóbr.



  
Były też zwierzęta. Pojawiały się jakby znikąd w trakcie posiłków. budząc naszą radość, zaś nieprzychylność kelnerów, którzy na co dzień muszą radzić sobie z ich łakomstwem. I brakiem napiwków.


Niektóre zwierzątka na równi z nami podziwiały architektoniczne cudeńka miasta.


Inne, znużone wszechobecnym pięknem, koncentrowały się na relaksie w promieniach słońca.


Nasze kulinarne doświadczenia w Udaipurze nie ograniczyły się li tylko do degustacji kolejnych curry, czy masali. Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i odwiedziliśmy Shashi, z którą w trakcie kilkugodzinnej sesji gotowaliśmy tradycyjne hinduskie dania.


Efektem była uczta potwierdzająca, że wśród najbardziej aromatycznych kuchni hinduska nie ma sobie równych.



A Shashi pokazała nam nie tylko klasyczne przepisy, ale nauczyła technik, które jesteśmy w stanie wykorzystać w naszej kuchni.


Jedynie bolejemy czasem nad brakiem niektórych świeżych składników.

Udaipur jest niezwykłym miastem. Niby duży, a w wielu miejscach człowiek czuje się jak na wsi.


Niby zatłoczony, a łatwo uciec od tłumu, nawet blisko centrum.


Magia Udaipuru jest wszechobecna. Swoje apogeum osiąga, gdy słońce znika za odległymi wzgórzami Aravali. To czas posiłku, który kontemplowany w towarzystwie ukochanej osoby zniewala. Smakiem, zapachem i krajobrazem. Choćby takim jak z tarasu naszego guest house'u.

Komentarze

  1. Przepis niezwykły,bardzo ciekawy.Ryby połączone z dużą ilością przypraw.
    Zapachniało mi....oj bardzo!
    Piękne zdjęcia z Indii.
    Pozdrawiam jak zawsze-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Irenko, pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  2. Świetne są Wasze zdjęcia! Zazdroszczę Wam podróży do Indii, a szczególnie tej lekcji gotowania. Kuchnię indyjską uważam za jedną z moich ulubionych (no po śródziemnomorskiej) i kusi mnie ten kierunek podróży, ale obawiam się wyjazdu do tak innego świata. Fajnie, że mogłam odbyć podróż razem z Wami. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu-dla nas Indie to kraj o niebywale ciekawej kulturze, historii, przyrodzie, kuchni i itp. Myślę, że albo kocha się je od razu...albo nic nikogo do Indii nie przekona. Dla nas jest wspaniały i chętnie znów tam pojedziemy :) Kuchnie też bardzo cenimy :) Poza tym Indie (poza biletem lotniczym) to kraj do podróżowania na każdą kieszeń :) Polecamy Ci tez inne posty na blogu, najszybciej znajdziesz je w zakładce podróże :) pozdrawiamy

      Usuń
  3. Aromatycznie, egzotycznie, pięknie... I te psiaki, skradły moje serce :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu-te psiaki z Udaipuru to jedno z moich ulubionych zdjęć :) Cieszę się , że jeszcze komuś się podobają :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Rybka pysznie przyrządzona :) Zdjęcia jak z bajki, tylko pozazdrościć podróży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubimy dania hinduskie :) pozdrawiamy i dziękujemy

      Usuń
  5. Ryba - wspanialosci:) Koronkowa architektura rowniez, ale to ludzie zatrzymali mnie na dluzej w tej Waszej relacji.
    Pozdrawiam
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie w Indiach są niezwykli i to m. in jest magnesem przyciągającym nas do tego kraju :) pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  6. Bardzo mi sie podoba ta ryba Malgosiu! Moze zrobie teraz w ferie? Choc przyznaje, ze to najbardziej dynia zaczyna teraz zaprzatac moje mysli ;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    (i oczywiscie kolejna wspaniala relacja!!!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryba jest pyszna i namawiam na jej zrobienie :) miło mi, że nasze relacje podobają Ci się , pozdrawiamy serdeczne

      Usuń

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...